Kliknij tutaj --> 🎋 stolica z ostrą bramą

Check out our ostra brama selection for the very best in unique or custom, handmade pieces from our ornaments & accents shops. Stowarzyszenie Odra-Niemen realizuje obecnie wiele różnorodnych projektów. Jesteśmy teraz na Litwie, gdzie przez ostatnie 3 dni oddawaliśmy cześć bohaterom O Teresės bažnyčioje (lietuvių k.) 13.00 val. – Šv. Teresės bažnyčioje (lenkų k.) 15.00 val. – Šv. Teresės bažnyčioje (šv. Mišios vaikams ir jaunimui lietuvių k.) Vilniaus Šv. Teresės parapijos teritorija. Parapiją sudaro Vilniaus miesto – dalies Naujamiesčio, dalies Rasų, dalies Senamiesčio seniūnijų katalikai. Vrtne stolice, fotelje i ležaljke – robustan i ergonomski dovršen oblik za udobno sjedenje, također su uključeni naslonjači za ruke, neke imaju i presvlaku za sjedalo ili jastuk, izrađene su od plastike, drveta, tikovine, ratana ili metala, pogodne za odmor, neke vrste fotelja i ležaljki imaju mogućnost pozicioniranja naslona, naslona Veličina (približno): 48cm x 38-60cm x 48cm (ŠxVxD) Sjedalo: 33cm x 38-60cm x 33cm (ŠxVxD) Visina okvira: 36cm Boja: prirodna od vremenskih uvjeta Materijal: Comment Faire Des Rencontres Sur Internet Gratuitement. LITWA Świat Europa Litwa Wilno to nie tylko Ostra Brama. Stolica Litwy ma do zaoferowania znacznie więcej. Poznaj Wilno i jego największe atrakcje Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie. © Copyright by TIME 2001-2022 Wilno zobaczyłem wczesnym porankiem, na tyle wczesnym, że powitały mnie puste ulice i klimat miasta, które dopiero za chwilę się obudzi. Ta chwila pomiędzy snem a jawą. Najpierw była magiczna Ostra Brama, jeszcze pogrążona w modlitwie, następnie puste ulice, a potem była otwarta kawiarnia i pierwsze zdziwienie i refleksja zarazem. Coś mi w zachowaniu obserwowanej w kawiarni mojej rodaczki nie pasowało. Spis treści1 Wilno o poranku2 Atrakcje Wilna. Co zobaczyć w Uniwersytet Wileński. Perła Sala Franciszka Cmentarz na Rossie – tu spoczywa polskie Cmentarz Bernardyński w Wilnie. Kolejna polska Republika Zarzecza – alternatywa i Ulica Zamkowa – główna turystyczna ulica Kościół świętych Piotra i Pawła na Ostra Brama – symbol Plac Katedralny. Serce Wzgórze Zamkowe z basztą Kościół świętej Anny – perła płomienistego Spacer uliczkami Wilna3 Gdzie spać w Wilnie czyli hotele i hostele4 Dojazd na i z lotniska w Wilnie5 Zwiedzanie okolicy Wina Wilno o poranku Poranek zaczynam zawsze od kawy, Wilno nie było wyjątkiem. Wchodzę do kawiarni na końcu ulicy Zamkowej, co prawda na zewnątrz stoją już stoliki, ale za zimno, by siedzieć na dworze. Siadam w środku, z bardzo miłym Litwinem za barem prowadzę sobie pogawędkę na temat, która z oferowanych przez nich kaw, najbardziej może mnie postawić na nogi. Jakoś nie dziwi, że wybór pada na podwójne espresso. Do tego biorę jeszcze croissanta i mam przed sobą zestaw w sam raz na pierwsze śniadanie i przynajmniej kwadrans, który spędzę na konsumpcji. Czas kiedy można leniwie obserwować otoczenie. W tym momencie wchodzi pani, na oko tak około 55-60 lat. Wchodzi i zaczyna mówić po polsku. Cóż widać, że nie jest to język, który jest znany dziewczynie, która wtedy stanęła za ladą. Ale pani z uporem maniaka wyrzuca z siebie potok słów i wreszcie raczej ze słów kluczy takich jak „kawa”, dziewczyna wnioskuje, że chodzi o kawę, a na migi pani pokazała ciastko. W sumie to ostatnie było dość proste, bo język „migowy” na całym świecie jest taki sam. Wystarczy pokazać palcem. Cyrki zaczynają się później, kiedy przyszło do płacenia. Otóż rzeczona moja rodaczka najpierw rozpłynęła się nad pięknem mowy litewskiej (de gistibus non disputandum 😉 ), ale później usłyszaną cenę ujrzała na kasie i zażądała od obsługi, by teraz obsługa powiedziała to po polsku. Cóż, polski nie jest najłatwiejszy. Cóż za ulgę widać było na twarzy całej obsługi, kiedy Polka wyszła. Wilno obfituje w kawiarnie, są one na każdym niemalże rogu, a ceny są delikatnie niższe niż w Polsce. Z ciekawości zapytałem po angielsku, czy dużo tu Polaków przychodzi. Okazało się, że bardzo wielu i znaczna część rodaków konsekwentnie komunikuje się przede wszystkim w języku polskim. Innego z racji wieku nie znają. Są jak Francuzi, którzy też gdziekolwiek by nie byli, mówią po francusku. Jeśli komunikacja pozostaje bez zrozumienia, mówią głośniej… A są i tacy Polacy, jak ta kobieta, którą usłyszałem, którzy odczuwają w sobie powołanie edukacyjne i uczą obsługę, jak się posługiwać polską mową. I jakoś tak mi się dziwnie zrobiło. Chociaż z drugiej strony wspomniani Francuzi używają tylko swojego języka i nikt tego nie ma im za złe. (A może jednak ma, bo np. ja mam) Mnie jednak było wstyd za moją rodaczkę. Atrakcje Wilna. Co zobaczyć w mieście Kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie. Ale wróćmy do Wilna jako takiego. Nie oszukujmy się, nawet gdybyście chcieli to i tak zaczniecie zwiedzać miasto od Ostrej Bramy. Spytajcie jakiegokolwiek Polaka, z czym Wam się kojarzy Wilno, z jakimi atrakcjami, to pewnie 90 procent odpowie, że właśnie ze wspomnianym zabytkiem i z Panem Tadeuszem, którego wałkowali w tej czy innej szkole. W rzeczywistości Panna Święta może nie zawsze świeci w bramie, bo też na noc okna kaplicy są zamykane, jednak za dnia złocenia na pewno zwrócą naszą uwagę. Cóż, Kościół zazwyczaj nie powinien narzekać na niedomiar złota, zatem było czym pokryć zdobienia. Ale wrażenie robi nie tylko kaplica, a przede wszystkim okolica. Sporo się tu zmieniło od mojej ostatniej wizyty przed 10 a może i więcej laty. Wtedy zapamiętałem Wilno jako zaściankowe, odrapane miasto, które lata świetności ma za sobą albo też przed sobą. I chyba właśnie teraz mogłem zobaczyć tę świetność. Niewiele zostało z ponurego i domagającego się renowacji miasta. Teraz wzdłuż deptaków oczy cieszą pięknie odrestaurowane budynki, ich elewacje wręcz biją po oczach jasnością. Ładnie tu, można powiedzieć, że Europa pełną gębą. Ale co się dziwić, Wilno to stolica, największe miasto Litwy, najwidoczniej tu nie wpadli na pomysł janosikowego, które w Polsce pustoszy kasę Warszawy a i Mazowsza. Ale Wilno to też miasto ciekawe z innego powodu. Kojarzycie „Monachomachię” Ignacego Krasickiego? Jeśli nie, tu macie jej fragment, który ciśnie się na usta, kiedy tylko spacerujemy po starej części Wilna. W mieście, którego nazwiska nie powiem, Nic to albowiem do rzeczy nie przyda, Miasto (W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem), Wgodnem siedlisku i chłopa, i Żyda, W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem Stare zamczysko, pustoty ohyda) Były trzy karczmy, bram cztery ułomki, Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki. Wilno, stolica Litwy obfituje w kościoły i klasztory, nie da się iść, by nie zobaczyć jakiejś wieży, dzwonnicy, muru… Widać, że dawnymi czasy księżom nie powodziło się tu źle, skoro miasto było w stanie utrzymać taką mnogość świętych przybytków. I tu jednocześnie muszę przyznać, że część z tych kościołów to istne perełki sztuki architektonicznej i wykończeniowej. Ku zaskoczeniu nie mam tu na myśli katedry, bo ta wydaje mi się jedną z najmniej interesujących, mimo że jest ogromna i swoją bryłą przejęła władanie nad Placem (nomen omen) Katedralnym. Warto zatem pochodzić nie tylko po głównych ciągach komunikacyjnych, ale też zaglądać w zakamarki, bo również tam są świątynie. I za przykład niech posłuży ta, stojąca tuż obok domniemanej lub rzeczywistej celi Konrada. Tej znanej z Dziadów Mickiewicza. Zwykłe podwórko ze sporym kościołem. Takich miejsc jest więcej, ale o kościołach w Wilnie, które najbardziej wryły mi się w pamięć, przeczytacie poniżej. Wystarczy wejść w bramę tuż przy głównym deptaku, by w Wilnie zobaczyć takie widoki. W tym podwórku znajduje się hotel, który wcześniej był więzieniem. Tu w jednej z cel siedział słynny Konrad Mickiewicza. Wilno jest wspaniałe na spacery, na powolne zwiedzanie, skręcanie pozornie bez celu, na wchodzenie w bramy i przesiadywanie w kawiarniach – zapewne wciąż będziecie widzieli te same szyldy sieciówek. Oczywiście większość turystów idzie po szlaku Ostra Brama – Plac Katedralny, ale nie ograniczajcie się tylko do niej. Wszak warto skręcić do Republiki Zarzecza. Warto stojąc twarzą do Ostrej Bramy w kierunku południowym, wyjść z niej i skręcić w lewo, by zobaczyć dawne obwarowania miasta. Kto wie, jeśli będziecie tu wieczorem, to może tak jak i ja zobaczycie startujące balony? A zatem zapraszam Was na spacer po Wilnie, po tych atrakcjach miasta, które najbardziej mi się podobały. Uniwersytet Wileński. Perła architektury Wstyd się przyznać, ale pomimo kilkukrotnej obecności w Wilnie, po raz pierwszy zaszedłem do kompleksu budynków Uniwersytetu Wileńskiego, czyli dawnego polskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, króla któremu uczelnia zawdzięcza akt fundacyjny w 1579. W tym momencie od razu warto przejść do Dziedzińca Wielkiego, bo to nie tylko najbardziej reprezentacyjne miejsce w kampusie, ale także miejsce, gdzie niejako spotykają się wszyscy dobroczyńcy tego naukowego przybytku. Kiedy spojrzymy ponad arkady, otaczające dziedziniec, dostrzeżemy nie tylko fundatora Uniwersytetu Wileńskiego, czyli Stefana Batorego, ale również innych dobroczyńców uczelni, dzięki którym mogła się rozwijać, przyjmować studentów i nieść przysłowiowy „oświaty kaganek” Portrety dostrzeżemy na północnej ścianie z której spogląda na nas np. hetman Jan Karol Chodkiewicz i August II Mocny. Kolory co prawda są czasami delikatnie spłowiałe, napisy zatarł czas lub inne tragiczne wydarzenia, ale wygląda to i tak nader ładnie. Galeria sławy! Najbardziej reprezentacyjny dziedziniec przy Uniwersytecie Wileńskim. Na ścianach wciąż widać obrazy dobroczyńców uczelni. I skoro już jesteśmy na dziedzińcu, spójrzmy łaskawym okiem w stronę kościoła. Wiem, że możecie uznać, że wszystkie kościoły wyglądają w środku podobnie i pewnie troszkę racji mieć będziecie, to do tego moim zdaniem warto zajrzeć. Nie tylko ze względu na przepiękny ołtarz główny i otaczające go mniejsze ołtarze, ale także ze względu na boczne kaplice i… pomieszczenia z wystawami. Znajdziemy tam np. sale z historią uniwersytetu, z przedstawieniem największych absolwentów, ale także z… globusami! Skądinąd to będąc tu, uświadomicie sobie, że Litwini mają jakiś ogromny kompleks i dosłownie wszystko usiłują przerabiać na modłę swojego języka. Dlatego czasami trudno nie parskać śmiechem, kiedy znane nam z książek i lekcji historii nazwiska, czytamy tu w transkrypcji litewskiej z końcówkami typu „czius”. Na szczęście starego pomnika z napisem Adam Mickiewicz nie przekuli na Mickiewicziusa 😉 Rozsądek i szacunek dla historii wzięły górę. Ufff. Pomnik Adama Mickiewicza w kościele na Uniwersytecie Wileńskim – dawnym Uniwersytecie Stefana Batorego. Wraz z biletem wstępu na teren uniwersytetu dostałem ulotkę z krótką informacją o uczelni oraz z mapką. Zaglądam zatem na poszczególne ponumerowane dziedzińce i większość z nich nie robi żadnego wrażenia – miejsca jakich wiele. Można o nich powiedzieć, że po prostu są. Ale za to jest kilka punktów, które zasługują na szczególne potraktowanie. Pierwszym jest księgarnia Littera, gdzie rzecz jasna możecie kupić książki, ale większość turystów wpada tu, by zrobić zdjęcie, obejrzeć to, co przyciąga wszystkich. A tym czymś jest pięknie pomalowane sklepienie. księgarnia Littera – Uniwersytet w Wilnie – tu na ścianach obejrzycie portrety znamienitych absolwentów, wykładowców i dobroczyńców uczelni Nie nie jest to coś, co ma setki lat i trzeba traktować z nabożną czcią, nie jest, bo malowidła może i przypominają barokowe, ale powstały w 1978 roku. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że wygląda to pięknie i warto jeszcze wiedzieć, że twarze, które widzimy, to co znamienitsi wykładowcy i wychowankowie uczelni. Drugą salą, która przyciąga turystów, to skromna salka przed Centrum Lituanistycznym. Tu nie zrobiłem „łaaał”, bo i ten rodzaj sztuki nigdy nie robił na mnie wrażenia. Malowidło na suficie i na podporach powstawało przez kilka lat, a prace zostały zakończone w 1985 roku. Warto tu jednak przyjść chociażby na chwilę, by ocenić samemu. Jest szansa na samotną kontemplację miejsca, ale trzeba się liczyć z tym, że może tu być tłumek studentów, oczekujących na załatwienie sprawy w którejś z okolicznych salek. Malowana salka przed Centrum Lituanistycznym na Uniwersytecie Wileńskim Sala Franciszka Smuglewicza A na deser zostawiłem sobie to, czego w na mapce jako dostępnej atrakcji nie zaznaczono, a obejrzeć można, jeśli się poprosi. Zapraszam do biblioteki! Najpierw musiałem wejść do budynku rektoratu, skąd na parterze jest wejście do biblioteki. Tu stety czy niestety jest bramka i portiernia, ale okazuje się, że uśmiech i pytanie „czy można zobaczyć bibliotekę”, otwiera drzwi i usłyszymy, że „tak, ale tylko jedną salę”. Wierzcie mi, że zanim nacisnąłem klamkę na drzwiach, nie spodziewałem się tego, co za chwilę zobaczę. To było jak wstąpienie do innego wymiaru… Uniwersytet Wileński. Sala Franciszka Smuglewicza w bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego zachwyca. Dla niej warto przyjść na uniwersytet. Drzwi ustępują a przede mną pogrążona w półmroku sala z dominującym w niej ogromnym stołem. Oto sala Franciszka Smuglewicza. Potężny, drewniany stół i wiszący nad nim ozdobny sufit idealnie ze sobą współgrają. Brąz drewna przechodzi płynnie w jaśniejsze sklepienie z kasetonami i obrazem. A po przeciwnej stronie stary regał i umieszczone na nim woluminy. Gdyby nie pracujący tu przy komputerze facet, byłbym sam. Ale pewnie pracuje tu, bo ktoś musi pilnować sali. A jest też czego pilnować, bo w gablotach znajdują się cenne ryciny, które rzecz jasna można a nawet trzeba podziwiać 🙂 To kolejny z tych momentów, kiedy stojąc na środku i chłonąc klimat, chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj! Jesteś tak piękna… Niestety po kilku minutach wchodzi jakaś wycieczka z Azjatami. Może i nie jest wielka, nie jest hałaśliwa, ale takie miejsca najlepiej smakuje się w samotności. Cmentarz na Rossie – tu spoczywa polskie Wilno Cmentarz na Rossie w Wilnie. Dziwne to miejsce, będące też jedną z najbardziej znanych polskich nekropolii obok np. Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. I chyba to główne porównanie, jakie wciąż miałem chodząc po tym cmentarzu. Cmentarz na Rossie sprawia wrażenie takiego, który nadszarpnięty zębem czasu czeka, aż przemijanie zrobi swoje. Położone na wzgórzach liczne nagrobki, to w większości już tylko kamienie, z ledwo czytelnymi napisami. To metalowe krzyże, do których jeśli przyłożylibyśmy ucho, usłyszelibyśmy rdzę jedzącą je w najlepsze. Ten cmentarz na większości swojej powierzchni dawno już przeminął. Cmentarz na Rossie w Wilnie. Czarny Anioł, zwany też Aniołem Śmierci, to najbardziej znany pomnik nekropolii. Na szczęście jest też cząstka, która dzięki ofiarności lokalnej społeczności oraz donatorów z Polski, dostała drugą szansę. Coraz więcej nagrobków, które przeszły pieczołowitą renowację, coraz więcej rzeźb, odzyskujących świetność i napisów, które można rozczytać na pierwszy rzut oka, bez konieczności zrywania mchu czy innych porostów. I nawet symbol Rossy – Czarny Anioł stojący od 1901 roku na nagrobku Izy Salmonowiczówny rozwija dumnie skrzydła, mając nadzieję na lepsze jutro. Także i on dostał drugą szansę od konserwatorów zabytków i polskiego ministerstwa, które sfinansowało prace. Cmentarz Bernardyński w Wilnie. Kolejna polska nekropolia Kiedy na Facebooku przed wyjazdem do Wilna zapytałem, dokąd pójść w Wilnie, żeby zobaczyć coś poza utartym szlakiem, jedną z rad było odwiedzenie cmentarza Bernardyńskiego. (Dzięki Kamila! – Jak macie chęć, to zapraszam do wpisów Kamili) Postanowiłem jednak dostać się do nekropolii nie od strony Zarzecza, lecz od drugiej, by przejść przez mostek nad rzeką i tędy dostać się na teren cmentarza – lubię chodzić innymi niż utarte ścieżki. Niestety okazało się, że z racji budowania apartamentów przy miejscu wiecznego spoczynku, mostek jest odgrodzony zasiekami i zamknięty. Musiałem zatem nadłożyć troszkę ponad kilometr, by skorzystać z innego mostu. Dzięki temu jednak kiedy wszedłem boczną furtką na teren Cmentarza Bernardyńskiego, oczom ukazał mi się widok, jaki niewielu turystów ogląda. Cmentarz Bernardyński lata świetności, jeśli można tak powiedzieć, ma dawno za sobą. Dziś widać, że opuszczony przez rodziny zmarłych, chyli się ku upadkowi, od którego usiłują go ocalić pasjonaci i mecenasi. Nierówna to walka. Oto stałem u podnóża góry, na której zboczu umieszczono groby. To jednak dumnie powiedziane, bo w większości, były to ledwo widoczne zarysy dawnych kwater, obalone przez czas lub ludzi krzyże i kamienie nagrobne. Obraz przemijającego czasu, na tle świeżo przystrzyżonej trawy, widomego znaku, że o Cmentarz Bernardyński w Wilnie ktoś dba. Wspiąłem się ostrożnie po niewielkim zboczu, uważając, by przypadkiem nie deptać po grobach i wydostałem się na główną alejkę. Szkoda, że był już zmierzch, szkoda, że właśnie zaczął padać deszcz. Ulewa wieczorem na cmentarzu tworzy niesamowity klimat, jednak niestety utrudnia oglądanie… Cóż, trzeba było przeczekać pod jakimś rozłożystym drzewem. A jest tu co oglądać, bo to drugi po Cmentarzu na Rossie cmentarz, który jest de facto galerią sztuki. Może nie taką, jak na przykład Cmentarz Łyczakowski we Lwowie, ale niektóre nagrobki są po prostu piękne. Twarze wykute w kamieniu ponad sto lat temu wciąż wyrażają emocje: ból, zaskoczenie czy tęsknotę za tymi, którzy odeszli. Do tego napisy na nagrobkach. Napisy w większości w języku polskim, takim XIX wiecznym polskim. Sami zresztą zobaczcie… Rzeźba nagrobna na cmentarzu Bernardyńskim w Wilnie Republika Zarzecza – alternatywa i mainstream Zarzecze leży tuż obok Cmentarza Bernardyńskiego i to chyba jedyny „kraj”, który mimo jawnie ogłoszonego separatyzmu i proklamowania niepodległości, nie spędza snu z powiek rządzącym, którzy „utracili” terytorium. Republika Zarzecza niepodległość proklamowała 1 kwietnia 1997 (w Prima Aprilis, ale fakt pozostaje faktem) i od tego czasu ma nie tylko swój rząd i konstytucję (o której za chwilę), ale nawet biskupa. Wiadomo, że państwowości być nie może bez duchownych 😉 i jak pokazuje przykład Zarzecza, nawet kontrkultura dobija się o uznanie duchowieństwa 😀 Witamy w Republice Zarzecza. Uśmiechnij się 🙂 Ale wracam na Zarzecze, by po raz wtóry zobaczyć, jak zmieniła się ta część Wilna. I powiem wam, że co prawda usiłuje ono pozycjonować się na coś alternatywnego, ale to po prostu rejon, który padł ofiarą własnej popularności. O ile jeszcze kilka lat temu sporo tu było ruder, sporo pustostanów i nieużytków, o tyle dziś, centrum Zarzecza tętni knajpianym życiem. Ściągają tu tysiące turystów, przychodzą mieszkańcy Wilna i cały ten miks kręci się po okolicy, a przede wszystkim przesiaduje w licznych restauracjach i knajpkach. Jest to rejon na tyle popularny, że z miejscem w pubie lub restauracji może być spory problem i niech ten fakt, powie sam za siebie. Ale wspomniałem o konstytucji Zarzecza i niech was nie zmyli poważna nazwa, bo jak na miejsce, gdzie (przynajmniej w teorii) spotka się bohema artystyczna, musi mieć prawa dostosowane do potrzeb. Zatem na wypolerowanych, metalowych tablicach przytwierdzonych do muru wisi tekst konstytucji Zarzecza w kilkunastu językach. Rzecz jasna jest też tekst polski. Nie sposób się nie uśmiechnąć czytając te prawa. Pewnie świat byłby piękniejszy, gdyby wszyscy trzymali się tych praw, ale co robić… żadne prawa które odwołują się do kotów, np. przeze mnie respektowane nie będą. Co innego, gdyby odwoływały się do psów. Wtedy będę ich bronił do upadłego! A jakie prawa wpisano do konstytucji Zarzecza? Np. takie: Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka. Człowiek ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówek. Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem. Człowiek ma prawo do błędów. Człowiek ma prawo do szczęścia. Człowiek ma prawo do nieszczęścia. Człowiek nie ma prawa zrzucać winy na innych I wiele wiele innych praw też ma człowiek na Zarzeczu. W sumie mądre i ludzkie to prawa! Konstytucja Zarzecza w Wilnie napisana jest w wielu językach – jednym z nich jest oczywiście język polski. Ulica Zamkowa – główna turystyczna ulica Wilna Najpiękniejszą ulicą i jednocześnie najbardziej zatłoczoną w Wilnie jest ulica Zamkowa (Pilies). Jak się łatwo domyślić prowadzi ona do zamku 🙂 Jest to też część głównej arterii turystycznej Wilna, która łączy większość ciekawych miejsc w mieście i tak na przykład idąc w kierunku południowym, dotrzemy do Ostrej Bramy, gdzie Matka Boska „w Ostrej świeci Bramie.” To na tej ulicy mieszczą się dziesiątki jak nie setki restauracji, pubów i kawiarni w Wilnie i jak łatwo się domyślić ceny w nich są delikatnie wyższe niż te w bardziej oddalonych punktach miasta. Ulica Zamkowa jest główną turystyczną ulicą w Wilnie. Łączy plac przy Katedrze z Ostrą Bramą, chociaż jest rzecz jasna tylko częścią tego traku. Kiedy będziecie spacerowali, na pewno rzucą wam się w oczy budynki pod numerami 8 i 10, to odpowiednio dawna księgarnia Zawadzkiego zaś konstrukcja pod numerem 10 pochodzi z początku XVI wieku i jest zbudowana w stylu gotyckim – fantastycznie, że budynek przetrwał wszystkie zawieruchy i dotrwał do naszych czasów. Poza w/w nie zapomnijcie wchodzić we wszelkie zaułki odchodzące od głównej arterii, bo liczne podwórka i zaułki są bardzo urokliwe i po prostu warto spędzić w nich kilka minut. Kościół świętych Piotra i Pawła na Antokolu Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu ma dwie twarze. Jedną jest zewnętrzna bryła, na którą pewnie można by było wzruszyć ramionami i powiedzieć: kościół jakich wiele. Faktycznie, nie ma to czegoś, co zwracałoby szczególną uwagę. Ale kompletnie inne uczucia będą nami targać, jak tylko przekroczymy progi świątyni. To co ukaże się naszym oczom, musi wprawić w zachwyt. Bogate zdobienia powodują, że nie wiadomo, gdzie podziać wzrok, na którym elemencie się skupić. Jeśli dodacie jeszcze do tego jeszcze wszechobecną biel (ok, ewentualnie jasny kremowy), będziecie mieli pełen obraz tego, co Was czeka. Przyznaję, że to jedna z najpiękniejszych świątyń, w jakich byłem. Bogato zdobione wnętrze Kościoła św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie zachwyca kunsztem i bogactwem detali. Tu można spędzić nawet kilka godzin. To czego żałuję, to fakt, że kościół na Antokolu poszedłem oglądać w sobotę. Co w tym złego zapytacie? Ano to, że sobota to tradycyjny dzień ślubów, a zawarcie związku małżeńskiego w takim miejscu cieszy się niesamowitą popularnością. Co każde pół godziny wchodziła kolejna para. Ruch był taki, że na obejrzenie kościoła w taki sposób, by nie przeszkadzać w ceremonii, pozostawało raptem kilka minut. By lepiej zapoznać się z miejscem, „uczestniczyłem” chyba w trzech ślubach 😀 Sztukaterie i rzeźby na ścianach kościoła sw. Piotra i Pawła w Wilnie A jest tu co oglądać, bo o wnętrzu stanowią wszechobecne sztukaterie. Wyobraźcie sobie ponad dwa tysiące takich detali, a będziecie mieli obraz tego, co trzeba obejrzeć, co przyciąga wzrok. A powiedzieć trzeba jeszcze, że oglądając rzeźby i zdobienia ma się wrażenie, że twarze żyją, że dzierżone w ręku przedmioty mogą być upuszczone. I są wreszcie dwa przedmioty, na które w szczególności trzeba spojrzeć. Pierwszym jest wiszący na środku świątyni kryształowy żyrandol w kształcie statku. Drugim, dostępnym na wyciągnięcie ręki jest bęben, który przez fundatora świątyni Michała Kazimierza Paca, został przywieziony spod Chocimia, gdzie w słynnej bitwie 1673 roku zapewne zagrzewał do walki. Historia na wyciągnięcie ręki. Dosłownie! Ostra Brama – symbol Wilna „Panno święta co jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie…” któż by nie znał tego fragmentu. Chcąc czy nie, obił się on o uszy na lekcjach w szkole nawet największym głąbom. Wielokrotnie stałem tuż pod otwartym oknem kaplicy w Ostrej Bramie, przez który widać wnętrze kaplicy z obrazem. Najbardziej lubię przychodzić tu wcześnie rano. Wtedy nie ma jeszcze dzikich hord turystów, którzy przejmują całą szerokość trasy. Nie ma rozgardiaszu, komercji. Jest tylko cisza lub dochodzący z wnętrza cichy zaśpiew modlitwy. Obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie widziany z ulicy. Rano ma nawet sens wejście do wnętrza kaplicy. Wtedy jest naturalna, jest tym, do czego została zaprojektowana. Jest sferą sacrum, bo profanum wnoszą ze sobą masy turystów robiących selfie, zdjęcia mamie, tacie, babci, wujkowi itp. Rano kaplica należy do wiernych i jeśli nie zaliczamy się do nich a mamy jakąkolwiek wrażliwość, dziwnie będziemy się czuli bez modlitwy na ustach. Ale później, kiedy dotrą tu turystyczne pielgrzymki, wtedy modlitwa wygląda tu jakoś dziwnie inaczej. Wieczorem okno jest zamknięte… o tym, że tu jest jedno z najświętszych miejsc Wilna, możemy się nawet nie dowiedzieć. O Ostrej Bramie o poranku przeczytasz pod tym linkiem Plac Katedralny. Serce Wilna Każde lub prawie każde miasto ma jakieś główne miejsce. W Wilnie jest to Plac Katedralny, którego nazwa jak się łatwo domyślić pochodzi od usytuowanej tu katedry. Ogromnego budynku zbudowanego w stylu klasycystycznym. Co prawda bryła świątyni zmieniała się na przestrzeni wieków, obecny wygląd zawdzięczamy przebudowie z początku XIX wieku. Wnętrze świątyni było świadkiem wielu wydarzeń historycznych, bo dość powiedzieć, że koronowano tu Wielkich Książąt Litewskich. Tu odbywały się śluby najważniejszych postaci państwa, wreszcie też tutaj miejsce wiecznego spoczynku znaleźli najważniejsi jak np. Wielki Książę Witold. Katedra – niemy i wielokrotnie przebudowywany świadek wzlotów i upadków Wilna. Ale kiedy będziemy stali na ogromnym placu rzuci nam się w oczy nie tylko dzwonnica, bo jak jest świątynia, to dzwonnica też musi być, ale stoi tu też jeden z najdziwniejszych pomników jakie widziałem. Na ogromnym cokole stoi tu postać prowadząca konia, postać z dziwnie wyciągniętymi ramionami. To pomnik księcia Giedymina, założyciela Wilna. A dlaczego uważam go za dziwny? Dla mnie poza, w której przedstawił go artysta, uczyniła z niego ogromny pomnik zombie z wyciągniętymi rękoma. Sami zresztą, oceńcie, czy nie macie takich skojarzeń 😉 Wilno. Pomnik Giedymina. Największy na świecie pomnik zombie…. 😉 Co ja poradzę, że widząc go skojarzyło mi się to jednoznacznie. Ale poważnie mówiąc pomnik Giedymina dumnie stoi na wysokim cokole tuż obok katedry. A stojąc tuż przy pomniku, spójrzcie w kierunku przylegającego do katedry budynku. To pałac Wielkich Książąt, gdzie obecnie znajduje się bardzo ciekawe muzeum. Polecam zatem zwiedzanie nie tylko „z zewnątrz”, ale również obejrzenie ciekawych ekspozycji wewnątrz. Wzgórze Zamkowe z basztą Giedymina Wieża lub też baszta Giedymina to pozostałość po stojącym tu dawniej zamku strzegącym Wilna. Idąc ulicą Zamkową w kierunku katedry, na pewno rzuci się Wam w oczy górujące nad miastem wzgórze a na nim samotna baszta. Jak widzicie niewiele zostało z dawnego zamku, który w latach świetności miał trzy baszty. Dziś w wieży mieści się małe muzeum, gdzie obejrzymy makiety miasta i pamiątki z przeszłości. Z górnego tarasu rozpościera się zaś widok na całe Wilno. Jednak jeśli nie chcecie płacić biletu wstępu, to równie dobry widok macie na wyciągnięcie ręki. Z całego Wzgórza Zamkowego roztacza się piękny widok na miasto z jego licznymi kościołami, klasztorami i starą zabudową. Jeśli się rozejrzycie, to dojrzycie jeszcze jeden punkt, do obserwacji miasta: Górę Trzech Krzyży. Ale do Was należy decyzja, czy macie ochotę na nią maszerować. Kościół świętej Anny – perła płomienistego gotyku Ten kościół to żywy dowód na to, że niektóre atrakcje turystyczne lepiej wyglądają z zewnątrz niż od środka. Bryła została zbudowana w stylu płomienistego gotyku – tak nazywają ten styl specjaliści – a ja powiem, że jest po prostu piękna! Kościół św. Anny w Wilnie- późnogotycka perełka architektury. Czerwień cegieł, wysokie iglice i bogate zdobienia fasady powodują, że wielu turystów zatrzymuje się tu na dłużej niż chwilę, by po prostu popatrzeć. Idealnie widać to na trawniku naprzeciwko kościoła, bo jest tam całkiem ładnie wydeptany placyk. Stąd robi się najlepsze zdjęcia obejmujące całą świątynię. Rzecz jasna można wejść do środka, ale mnie ono nie powaliło na łopatki. Z budynkiem wiąże się też opowieść, że świątynia tak się spodobała Napoleonowi, że chciał ją zabrać do Paryża, ale prawda jest bardziej brutalna. Kościół tak się spodobał wodzowi Francuzów, że… powstały tu koszary dla jego kawalerii. Jak widać legenda rzadko idzie w parze z brutalną rzeczywistością. Spacer uliczkami Wilna Takie zwykłe spacery są tym, co najbardziej lubię podczas wyjazdów. Bez szczególnego celu, bez spinania się, że coś trzeba. Jeśli mam ochotę skręcić w prawo lub lewo, robię to, mogę się cofnąć, siąść na kawę, zjeść ciastko lub obiad – chociaż ja akurat na wyjazdach rzadko jem 🙂 Takie leniwe poznawanie zaułków miasta. Chyba w ten sposób najlepiej się zwiedza i Wilno nie jest tu wyjątkiem. Np. kompletnie zatraciłem się w uliczce odchodzącej od placu z Ratuszem czyli Stiklių. Jedna z wielu klimatycznych uliczek w Wilnie Jest wąska, z ciekawym klimatem i jeszcze fajniejszymi knajpkami. Wielokrotnie podczas kilkudniowego pobytu w Wilnie zbaczałem, by tylko się nią przespacerować, a okazji było co niemiara, bo wszędzie chodziłem pieszo 🙂 Pospacerujcie też np. jedną z głównych arterii czyli Prospektem Giedymina i skręcajcie w boczne uliczki, to tam będzie tętniło prawdziwe knajpiane życie Wilna – spróbujcie np. dotrzeć na ulicę Vilniaus czyli Wileńską, bo knajp tu co niemiara i jeśli lubicie imprezować, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Gdzie spać w Wilnie czyli hotele i hostele Jeśli miałbym doradzać, to zatrzymałbym się gdzieś w centrum. Zawsze miło jest mieć przysłowiowe dwa kroki na stare miasto i nie mieć potrzeby dojeżdżać komunikacją miejską lub używać taksówek (ewentualnie ubera, który jest w Wilnie obecny). Ceny w Wilnie są na mniej więcej polskim poziomie, zatem nie spodziewajcie się zaskoczeń. Stolica to stolica. Polecam rezerwację hotelu z wyprzedzeniem, bo kiedy zwlekałem do ostatniej chwili, na koniec nie zostało już nic ciekawego w logicznej cenie. Dojazd na i z lotniska w Wilnie Chyba najwygodniejszym sposobem dojazdu do miasta z lotniska jest kursujący co kilkadziesiąt minut mikrobus. Jego trasa jest prosta i łączy dworzec autobusowy z lotniskiem. Mikrobus parkuje po prawej, jak wyjdziecie z budynku lotniska. Po prostu idźcie w prawo, a na pewno znajdziecie stojącego busa lub przystanek, na który zaraz przyjedzie. Cena przejazdu to 1 euro a jedzie się około 10 minut. Innym sposobem dojazdu do miasta jest skorzystanie z autobusu miejskiego. numer 3G dowiezie Was w pobliże prospektu Giedymina. Bilet kupujecie u kierowcy, kosztuje 1 euro. Czas przejazdu to jeśli dobrze pamiętam około 20 minut. To autobus, linii pośpiesznej, zatem jedzie szybciej niż zwyczajne. Zwiedzanie okolicy Wina Jeśli jesteście w Wilnie kilka dni, na pewno warto wyrwać się ze stolicy Litwy i wyruszyć zobaczyć to, co ma do zaoferowania okolica. Jedną z możliwości jest jednodniowy wypad do Kowna. I szczerze powiem, że spodobało mi się to miasto, kto wie, może kiedyś wrócę, bo muzeum diabłów mnie ciągnie 🙂 Drugą opcją, którą szczerze polecam, to wycieczka nad jezioro Galve czyli do Trok. Potężny zamek, piękne jezioro, tatarskie zabudowania, czego chcieć więcej? W stolicy Litwy byłem już dwukrotnie – kilka dni zimą 2001 roku i kilka godzin latem 2007 roku. Z obu pobytów miałem podobne wspomnienia. Wilno było małym, nieco zaniedbanym, smutnym, żeby nie powiedzieć prowincjonalnym miastem. Jednak przez ostatnie lata przeszło niebywałą rewolucję, rozkwitło. Stało się prawdziwie europejską stolicą. Jednocześnie przy tej niesamowitej metamorfozie nie straciło nic ze swojego uroku. Ba, nawet jeszcze na tym zyskało – teraz niemal wszystko stanowi kompletną, kompaktową całość. Miasto w centrum tętni życiem, w kawiarnianych ogródkach i licznych restauracjach można spotkać turystów z całego świata – choć większość jest z Polski. Znaczna część budynków na starówce przeszła gruntowne remonty.. Poza centrum miasto też wyładniało – owszem nadal można spotkać stare drewniane domy, ale już nie straszą jak kiedyś. Dziś malowniczo wkomponowują się w krajobraz miasta. By choć trochę poczuć klimat Wilna dobrze przeznaczyć na zwiedzanie przynajmniej jeden dzień, a najlepiej cały weekend. Atrakcji nie powinno zabraknąć. Oto lista naszych propozycji co zobaczyć i jak spędzić czas w litewskiej stolicy. 1. Zacznij od spaceru po Starym Mieście Wileńska starówka, choć wydaje się bardzo kameralna, należy do jednych z największych w Europie. Wspaniale zachowane stare miasto nie zostało zniszczone w trakcie II wojny światowej i stanowi dziś bezsprzecznie wizytówkę Wilna. Większość osób koncentruje się głównie na trasie między Placem Katedralnym a Ostrą Bramą. To minimum, ale nie warto się do niego ograniczać. Po drodze koniecznie zaglądajcie w podwórka i bramy, skręcajcie i zgubcie się w bocznych uliczkach, wchodźcie to świątyń – nawet tych niepozornych. W ten sposób macie szansę odkryć swoje Wilno i jego współczesne oblicze. 2. Zobacz Ostrą Bramę i obraz Matki Boskiej Miłosierdzia Ostra Brama (Aušros Vartai) została wybudowana w początkach XVI wieku. Kiedyś była to jedna z dziewięciu bram wjazdowych do miasta, wchodząca w skład murów obronnych. Do dziś przetrwała tylko ta jedna. Ale nie to stanowi o jej wyjątkowości. W XVII wieku do bramy dobudowano drewnianą wówczas kapliczkę, w której umieszczono obraz Matki Boskiej Miłosierdzia. Dziś Ostra Brama jest jednym z najważniejszych miejsc religijnych na Litwie. Pielgrzymi z wielu krajów świata (głównie z Polski) przyjeżdżają tu by prosić Matkę Boską o wstawiennictwo. Obraz można zobaczyć zarówno z wnętrza kaplicy, do której wchodzi się po schodkach zaczynających się na tyłach kościoła św. Teresy, ale także z zewnątrz, bezpośrednio z ulicy, przez okno, które w czasie dnia jest zawsze otwarte. Najlepiej przyjść tu rano, by bez tłumu turystów podziwiać jej wystrój oraz oddać się modlitwie. Kaplica otwarta jest od 6:00 do 19:00. 3. Zaglądaj do kościołów katolickich, protestanckich, cerkwi i synagog Wybranie i opisanie świątyń, które warto zobaczyć w Wilnie to praca niemal niemożliwa do zrealizowania. Na wileńskiej starówce praktycznie nie ma miejsca z którego nie widać jakiejś świątyni, jest ich tu około dwudziestu. O Wilnie zresztą mówi się, że to miasto kościołów: katolickich, grekokatolickich czy prawosławnych. Nie sposób zwiedzić wszystkie, ale warto wejść przynajmniej do tych największych, bo są wyjątkowo piękne. Przytoczymy tu tylko jeden przykład, bo miejsce jest dość niepozorne, a naszym zdaniem zdecydowanie nie wolno go pominąć. To najważniejsza litewska prawosławna cerkiew Świętego Ducha, znajdująca się tuż obok kościoła św. Teresy i Ostrej Bramy. Codziennie o 17:00 wierni spotykają się tu na modlitwie, więc w trakcie nabożeństwa można posłuchać hipnotyzujących cerkiewnych śpiewów. 4. Znajdź miejsca gdzie widać kopułę Kościoła św. Kazimierza A skoro już jesteśmy przy kościołach. Przy Aušros vartų łączącej Ostrą Bramę z Placem Ratuszowym znajduje się pierwszy barokowy kościół na Litwie – św. Kazimierza. Jednak stojąc przed świątynią nie zobaczycie jej najpiękniejszej części – majestatycznej kopuły. Koniecznie poszukajcie miejsc gdzie jest ona widoczna. 5. Wypowiedz życzenie na Placu Katedralnym – na pewno się spełni Plac Katedralny to jeden z centralnych punktów miasta. Stoi na nim majestatyczna Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława. Wnętrze na pierwszy rzut oka nie jest imponujące, ale warto obejść boczne kaplice. Jedną z najbardziej okazałych jest kaplica św. Kazimierza. W krypcie pod nią spoczywa między innymi król polski Aleksander Jagiellończyk. Na zewnątrz Katedry – między świątynią, a dzwonnicą – koniecznie odnajdźcie jedną z płyt chodnikowych z napisem stebuklas, czyli po litewsku cud. Jeśli macie jakieś marzenia, to stańcie na płycie, pomyślcie życzenie i obróćcie się wokół siebie, a na pewno się ono spełni. 6. Wybierz swoje ulubione dzieło na ulicy Literackiej (Literatų) W 2008 roku w niepozornej uliczce Literatų, w sercu Starego MIasta, rozpoczęto projekt „Literatų gatvės projektas“, a w 2011 odsłonięto pierwszą część muru, w którym artyści tworzyli różnorodne formy artystyczne poświęcone znanym literatom. Wśród polskich twórców upamiętnieni zostali między innymi: Juliusz Słowacki, Józef Ignacy Kraszewski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Wisława Szymborska. Warto zatrzymać się tu choć na chwilę i przypatrzeć wyjątkowej i pomysłowej twórczości. 7. Poszukaj śladów Mickiewicza Spacerując po Wilnie prędzej czy później na pewno traficie na jakieś miejsca związane z Adamem Mickiewiczem. Jego muzeum znajduje się przy Bernardinų 13 w oficynie dawnej kamienicy Byczkowskich, gdzie mieszkał i napisał między innymi “Grażynę”. Idąc od strony Ostrej Bramy w kierunku Ratusza, po lewej stronie mijamy bramę do klasztoru Bazylianów. W XIX wieku w jego zabudowaniach mieściło się więzienie w którym przetrzymywany był m. in. Mickiewicz. Poeta odniósł się do tych wydarzeń w “Dziadach”. Obecnie jedna z sal byłego więzienia nazywana jest “celą Konrada”. Przy ulicy Literatų znajduje się dom w którym mieszkał Mickiewicz, co upamiętnia tablica wmurowana tuż obok bramy. Idąc stąd na wschód mijamy kościół św. Michała i klasztor bernardynek po czym dochodzimy do przepięknego gotyckiego kościoła św. Anny i znajdującego się tuż obok pomnika naszego narodowego wieszcza, który z rozmarzeniem spogląda w kierunku wileńskiej starówki. Warto zwrócić uwagę, że niejako na tyłach kościoła znajduje się drugi, znacznie większy i nie mniej okazały w środku, kościół św. Franciszka i św. Bernarda. 8. Odpocznij w cieniu drzew Wilno to miasto bardzo zielone. 40% jego powierzchni zajmują parki i lasy, co przekłada się na doskonałą jakość powietrza i bardzo przyjemny klimat, zwłaszcza latem, gdy wszędzie panują temperatury nie do zniesienia. Według niektórych sondaży Wilno może poszczycić się najczystszym powietrzem wśród wszystkich miast Europy. Obecność terenów zielonych niezwykle korzystnie wpływa na estetykę miasta, co doskonale widać, gdy patrzy się na Wilno z góry. Nie jest żadnym zaskoczeniem, że w zielonych miastach żyje się lepiej. Analiza rankingu miast zielonych zestawiona z rankingiem jakości życia nie pozostawia żadnych wątpliwości: miasta, które osiągnęły wysokie notowania w pierwszym z nich, są miastami o wysokiej jakości życia. 9. Zobacz Wilno z góry – z balonu lub z punktu widokowego Wilno jak i cała Litwa to prawdziwy raj baloniarzy. Loty widokowe organizowane są w litewskiej stolicy właściwie zawsze gdy tylko pozwalają na to warunki atmosferyczne. W sezonie letnim niemal codziennie można zobaczyć przelatujące nad miastem kolorowe balony. Oczywiście nie jest to rozrywka dla każdego – zarówno ze względu na lęk wysokości jak i zasobność portfela. Na szczęście Wilno ma też wiele naturalnych punktów widokowych z których roztacza się piękna panorama miasta. Chyba najlepszy widok rozciąga się z wieży kościoła św. Jana. Dostać się można na nią z dziedzińca Uniwersytetu Wileńskiego, skąd po 193 drewnianych schodach wchodzimy na 68-metrową wieżę. Można też wjechać windą. Warto pamiętać, że dzwonnica w sezonie letnim zamykana jest już o 18:30. Kolejnym doskonałym punktem widokowym jest Baszta Zamku Giedymina. Na niewielkie wzgórze można wjechać kolejką linową rozpoczynającą trasę z dziedzińca Muzeum Narodowego lub pieszo. Wejście na szczyt wzniesienia nie jest wymagające i zajmuje kilka minut. Wewnątrz baszty zorganizowano ekspozycję makiet zamków wileńskich od połowy XIV do początku XVII wieku. Wspaniałą panoramę miasta można również podziwiać ze Wzgórza Trzykrzyskiego. 10. Poczuj tętno Wilna na Placu Ratuszowym Plac Ratuszowy to jedno z najważniejszych miejsc na starym mieście. Tu krzyżują się główne trasy turystyczne. Latem na placu często odbywają się różnego rodzaju koncerty i festyny. W upalne dni to doskonałe miejsce na krótki przystanek przy fontannie lub pod parasolem jednej z knajp. W ratuszu znajduje się jedno z kilku centrów Informacji Turystycznej. 11. Wejdź do Pałacu Prezydenckiego Codziennie o 18:00 przed budynkiem Pałacu Prezydenckiego odbywa się honorowa zmiana warty, a w niedzielę w południe uroczysta ceremonia wciągnięcia flagi, w której uczestniczą między innymi wojskowi ubrani w średniowieczne zbroje. W soboty organizowane są bezpłatne wycieczki po Pałacu, podczas których można między innymi wejść do pokoju roboczego Prezydenta Litwy. 12. Odwiedź cmentarz na Rossie Wileński cmentarz na Rossie jest jedną z najbardziej znanych polskich nekropolii poza granicami naszego kraju. Znajduje się programie właściwie każdej zorganizowanej wycieczki naszych rodaków na Litwę. Nic w tym dziwnego. To miejsce szczególne. To tu w wygrodzonej części wojskowej spoczywa choćby matka Józefa Piłsudskiego i serce jej syna. Ich wspólna mogiła otoczona jest 242 grobami polskich żołnierzy którzy polegli w latach 1919–1920 w walkach o Wilno, a także podczas operacji Ostra Brama w 1944 roku. Ale Rossa to przede wszystkim stary cmentarz pełen przepięknych, często niszczejących grobów-pomników w których spoczywają między innymi wybitni polscy działacze, profesorowie i artyści. 13. Odwiedź Republiką Zarzecza (Užupis) 1 kwietnia 1997 roku doszło w Wilnie do rewolucji. Na szczęście bezkrwawej, pokojowej i można rzec artystycznej. Tego dnia powołano do życia Republikę Zarzecza (Užupis). Ma ona swój własny rząd, flagę, hymn, walutę, armię (17 osób), a nawet konstytucję. Užupio to nietypowa dzielnica Wilna, to dzielnica artystów. To miejsce wileńskiej bohemy, gdzie organizowane są festiwale i najróżniejsze wydarzenia kulturalne. Warto przejść się jej wąskimi uliczkami, przysiąść w jednej z kawiarni lub wejść do którejś z galerii. To niewielki, kameralny obszar koncentrujący się wokół ulic Užupio i Paupio. 14. Znajdź swój ulubiony mural Wilno to miasto w którym już dawno sztuka zagościła na ulicach. Wielkoformatowe malowidła dodają miastu kolorytu i ożywiają jego charakter. Warto odejść trochę od Starego Miasta i poszukać prawdziwych streetartowych perełek. Niestety zła wiadomość jest taka, że najbardziej znany wileński mural przedstawiający całujących się prezydentów Trumpa i Putina został już zamalowany. Dobra jest taka, że wciąż na ulicach można znaleźć wiele wspaniałych dzieł sztuki ulicznej. Niektóre z nich zaznaczyliśmy na mapie poniżej. Wilno – noclegi, czyli gdzie spać? Baza hotelowa w Wilnie rozwija się z roku na rok. W stolicy Litwy można znaleźć zarówno kwatery prywatne jak również hotele o najróżniejszym standardzie. Warto mieszkać w pobliżu centrum miasta, by z łatwością dotrzeć do wszelkich atrakcji turystycznych. Polecamy Wam jeden z trzech poniższych noclegów: Hotel Vilnia – położony w samym centrum miasta w pobliżu największych atrakcji turystycznych Wilna, mieści się w pięknym XIX-wiecznym budynku. Vilnius Private Stay – wygodne i nowoczesne apartamenty położone na terenie starego miasta w Wilnie. Comfort Hotel LT – Rock 'n’ Roll Vilnius – położony nieco poza centrum zachęca spokojną atmosferą i konkurencyjnymi cenami. Wilno – mapa atrakcji Wilno – informacje praktyczne Muzeum Mickiewicza – wstęp płatny: 2€, ulgowy 1€ Baszta Giedymina – wstęp płatny: 5€, ulgowy 2€ Kolejka linowa na Basztę Giedymina – czasowo zamknięta z powodu remontu Wieża kościoła św. Jana – wstęp płatny: 2,5€, ulgowy 1,5€ Polecamy atrakcje w okolicy: Drogi Czytelniku! Mamy nadzieję, że znalazłeś tutaj przydatne informacje i że artykuł pomógł Ci zaplanować wyjazd lub zainspirował do ciekawego spędzenia czasu. Możesz wesprzeć nas w dalszej blogowej działalności stawiając nam wirtualną kawę. Dziękujemy za to, że doceniasz naszą pracę. Na koniec mamy dla Ciebie kilka przydatnych podróżniczych linków i porad. Polecamy rezerwację noclegów przez wyszukiwarkę To doskonała porównywarka ofert z całego świata. Możesz tu znaleźć obiekty w najlepszych lokalizacjach i najbardziej korzystnych cenach. Wejdź, wyszukaj, porównaj i oszczędzaj. Aby mieć spokojną głowę w czasie wyjazdu, przed każdą dalszą podróżą warto się ubezpieczyć. Najkorzystniejszą ofertę najłatwiej wybrać dzięki darmowej porównywarce i kalkulatorowi ubezpieczeń. Dzięki niemu znajdziesz najlepszą ofertę dostosowaną do Twoich potrzeb. Jeśli szukasz ciekawych atrakcji turystycznych, lokalnych wycieczek lub chcesz kupić bilety wstępu bez stania w długich kolejkach, koniecznie sprawdź ofertę portalu Get Your Guide. Dzięki niemu odkryjesz nieznane atrakcje, a także oszczędzisz czas i pieniądze. Nikt nie lubi płacić wysokich prowizji za wymianę walut za granicą. Na szczęście można tego uniknąć korzystając w wielowalutowej karty Revolut. Dzięki niej możesz wymieniać waluty po najkorzystniejszym kursie międzybankowym. To zdecydowanie bardziej opłacalne niż korzystanie z kantorów, a zarazem równie bezpieczne jak transakcja w banku. Naszym ulubionym sposobem podróżowania jest samochód. Daje on nam niezależność i możliwość dotarcia niemal w dowolne miejsce. Dlatego w czasie naszych podróży korzystamy z porównywarki ofert wypożyczalni aut Rentalcars. Możecie w niej znaleźć samochody na całym świecie w najlepszych cenach. Podobał Ci się nasz artykuł? Kliknij "Lubię to!", "Udostępnij" lub oceń go! Wakacje to dla większości Polaków czas wyjazdów nad ciepłe morza – Adriatyk lub dalej na południe. Nie doceniamy, bo często nie znamy, najbliższych sąsiadów - Litwy, Łotwy, Estonii. Taki wyjazd nie obciąża kieszeni jak letnie riwiery, a może być ciekawy i oryginalny. Proponujemy przewodnik w pigułce. Litwa jest bliższa niż Chorwacja - dla Polaków także kulturowo i sentymentalnie. A atrakcji tam co niemiara. Łotwa to piękna Ryga, ale także nadmorska Jurmala. Tam nawet Bałtyk bywa ciepły. Estonia jest po skandynawsku surowa i stonowana. Stołeczny Tallinn przypomina Sztokholm, choć bliżej stamtąd do Helsinek. Na początek wjeżdżamy, drogą od strony Suwałk, na Litwę. Główny szlak to fragment międzynarodowej Via Baltica. Pierwszym miastem godnym naszej uwagi jest przedwojenna stolica tego kraju – Kowno. Tu najbardziej godne odwiedzenia jest stare miasto oraz reprezentacyjna Laisves aleja, czyli Aleja Wolności. Na przełomie wieków XIX i XX miasto stało się strategiczną twierdzą. W związku z tym wydano zakaz wznoszenia wysokich domów – stąd przeważnie niska zabudowa starego Kowna. Od roku 1920 Kowno, po zajęciu Wilna przez wojska polskie, pełniło funkcję „tymczasowej” stolicy Litwy. Rektorem nowo powołanego kowieńskiego uniwersytetu im. Witolda Wielkiego był Michał Romer – Polak litewskiego pochodzenia albo też (jak sam lubił o sobie mówić) polskojęzyczny Litwin. Litewski port zaprasza Z Kowna wyjeżdżamy na szeroką, czteropasmową autostradę (bezpłatną!), którą jedziemy na zachód. Po 200 kilometrach dojeżdżamy do Kłajpedy. To miasto ponad 200-tysięczne i jedyny pełnomorski litewski port. Uwadze każdego turysty polecamy uroczą, choć niewielką, starą część miasta z rynkiem, gdzie z jednego z balkonów w marcu roku 1939 przemawiał Adolf Hitler, przybyły tu za swoim wojskiem, które akurat wtedy, na jego rozkaz, odebrało miasto Litwinom. W Kłajpedzie i okręgu kłajpedzkim w wyraźny sposób tradycja litewska styka się z niemiecką. Bo ten region do roku 1920 należał przez całe wieki do niemieckich Prus Wschodnich. Urokliwa mierzeja dłuższa niż Hel Po wizycie w Kłajpedzie można się wybrać na wąski półwysep, jakim jest Mierzeja Kurońska. U nasady Mierzei warto zajść do delfinarium. Sam półwysep ma 98 km długości, z czego odcinek w granicach Litwy – między Kłajpedą, a Nidą – ma 51 km. Szerokość mierzei waha się od niespełna 400 m do 4 km. Z jednej strony półwysep oblewają wody otwartego Bałtyku, z drugiej zaś Zalewu Kurońskiego. Charakterystyczne dla krajobrazu są piękne wydmy, z których najwyższe przekraczają 50 m Każdy, kto przybywa na mierzeję po raz pierwszy, z pewnością od razu zwróci uwagę na rybackie chaty ze ścianami oszalowanymi deszczułkami, koloru czerwono-brązowego lub błękitnego. Wiele dachów jest urokliwie krytych dachówką holenderską bądź strzechą. Pierwsza miejscowość na mierzei, jadąc od strony Kłajpedy, to Juodkrante - najstarsza pochodząca z XII wieku osada półwyspu. Miejscowość leży w szerokim zagłębieniu, między wydmami, częściowo otoczona pięknym, sosnowym lasem, którego najwyższe drzewa sięgają 50 metrów. Poza wspaniałą plażą i czystym morskim powietrzem nie lada atrakcją Juodkrante jest Góra Czarownic, na której od końca lat siedemdziesiątych ub. wieku postawiono ponad 100 drewnianych rzeźb. Przedstawiają one postacie z litewskich legend. Dalej na południe, tuż przy granicy z Rosją, położona jest Nida. To najważniejsza i najelegantsza obecnie miejscowość na mierzei. Urocze położenie wśród lasów i wydm oraz wspaniała plaża od strony Bałtyku sprawiają, że Nida wyrosła na spory kurort, odwiedzany przez dziesiątki tysięcy wczasowiczów. Wydmy, świerki, Tomasz Mann Przepiękny krajobraz i nieskażona natura przyciągały do Nidy również artystów i twórców kultury. Jednym z bywalców Nidy był Tomasz Mann, który na wyniosłym wzgórzu, w lesie świerkowym postawił sobie drewniany domek z widokiem na Zalew Kuroński. Każdy turysta zalicza punkt widokowy na szczycie wielkiej wydmy wznoszącej się na 52 m Bierze tu początek jeden z najpiękniejszych łańcuchów wydm, ciągnący się na długości 7 km. Z tarasu widokowego roztacza się wspaniała panorama, z jednej strony na położoną w dole Nidę i Zalew Kuroński, z drugiej na piaskowe wzgórza. Dalej jest już tylko granica z Rosją. Letnisko dla warszawiaków wita Gdy wracamy z Nidy, nie zatrzymujemy się już w Kłajpedzie. Dwadzieścia kilometrów na północ od Kłajpedy leży Połąga, po litewsku Palanga. To prawdziwa letnia stolica tego kraju. Godny obejrzenia jest przede wszystkim piękny pałac Tyszkiewiczów wraz z otaczającym go parkiem, zaś wieczorem koniecznie trzeba się wybrać na przechadzkę po reprezentacyjnej ulicy Basanaviciusa. To prawdziwe centrum rozrywki, gdzie można i zjeść, i wypić, i nieźle się zabawić. U nasady alei jest piękne molo. A litewskie wybrzeże Morza Bałtyckiego to urocze plaże, piaszczyste wydmy, nieograniczone możliwości zażywania kąpieli słonecznych, wreszcie wspaniała przyroda, miejscami nadal nienaruszona przez człowieka. Na przełomie XIX i XX w. miasteczko było już bardzo modnym uzdrowiskiem, do którego letnicy ciągnęli nawet z Warszawy. Zapomniany kurort i sześć pasm autostrady Z Połągi jedziemy dalej na północ, w kierunku granicy z Łotwą. Około 60 kilometrów od granicy znajduje się portowe miasto łotewskie Liepoja. Warto się tu zatrzymać, by pospacerować po sympatycznym deptaku w samym centrum miasta. Potem wyjeżdżamy w kierunku Rygi. Mamy do niej około 220 kilometrów. Jednak 40 kilometrów od stolicy Łotwy skręcamy w kierunku na Jurmalę. To letnia stolica tego kraju. Kiedyś tętniła życiem z racji na liczne przyjazdy turystów z Rosji. Obecnie nieco zapomniany kurort. Choć warto się zatrzymać w centralnie położonej dzielnicy Majori, by pospacerować po głównym deptaku i wyjść nad morze. Do Rygi z Jurmali jedziemy piękną sześciopasmową autostradą, wybudowaną jeszcze w okresie sowieckim. Droga ta często w fabularnych filmach radzieckich udawała zachodnie autostrady. W samej Rydze godna obejrzenia jest przede wszystkim wspaniała starówka. Jeszcze kilkanaście lat temu straszyła ona sowieckim bałaganem i brudem. Teraz widać i czuć duże pieniądze włożone w odrestaurowane kamieniczki. Tu znajdują się siedziby wielu banków. Bo Łotwa to do niedawna było centrum bankowe... rosyjskiego biznesu. Jeden z banków posługiwał się nawet sloganem reklamowym: „Jesteśmy bliżej niż Szwajcaria”. Jak na razie nikt nie wie, jak ta sytuacja będzie wyglądać w dobie sankcji, ale banki... stoją. Poza starówką, warto się także przespacerować po reprezentacyjnej alei Brivibas (Wolności) oraz zrobić sobie zdjęcie pod pomnikiem wolności stojącym na placu pomiędzy starym miastem i aleją Brivibas. Jedziemy z Rygi do Tallina Aleją Wolności wyjedziemy z Rygi wprost na drogę do stolicy Estonii – Tallina. Jeśli pojedziemy starym odcinkiem drogi, to na początek będziemy jechali Via Baltica, tuż nad brzegiem morza. Można się tam zatrzymać i pospacerować lub wręcz – jeśli oczywiście pogoda dopisuje – wykąpać się w ciepłych i płytkich wodach Zatoki Ryskiej. Do Tallina jest z Rygi około 300 kilometrów. Warto jednak zboczyć trochę z drogi i przejeżdżając przez estoński Sopot, czyli Parnu (po polsku Parnawa), pojechać w kierunku wysp estońskich. To Sarema i nieco od niej mniejsza Hiuma. Polecamy odwiedzenie tej większej. Z lądu stałego kursują promy. Na wyspie godne odwiedzenia jest przede wszystkim miasto Kurresare, z jego licznymi zabytkami pamiętającymi jeszcze czasy zakonu kawalerów mieczowych. Warto także spędzić jeden dzień w objeździe całej wyspy. Jedziemy cały czas drogą wzdłuż wybrzeża morskiego. Wrażenia widokowe są niezapomniane. Wracając z Saremy, warto przejechać przez historyczne Haapsalu. To miasto (ok. 18 tysięcy mieszkańców) ma wiele średniowiecznych zabytkowych budowli. Ponadto jest tu najdłuższy w Europie drewniany peron kolejowy. Obecnie stacja jest nieczynna. A kiedyś właśnie na tej stacyjce filmowano „kolejową” część Anny Kareniny. Z Haapsalu jedziemy w kierunku Tallina. To nowoczesne, 400-tysięczne miasto i stolica całej Estonii. Warte odwiedzenia jest oczywiście centralnie ulokowane Stare Miasto. Ma ono prawdziwie skandynawski, surowy charakter. Aleją nadmorską pojedziemy w kierunku wieży telewizyjnej. Z niej rozpościera się piękny widok na cały Tallin. Tuż obok wieży znajduje się narodowy cmentarz Estonii, położony w pięknym lesie. Z Tallina jest już tylko 1,5 godziny drogi promem do Helsinek. Za około 20-30 euro kupimy bilet na przeprawę. Choć stolica Finlandii nie ma klasycznego starego miasta, to warto się o tym samemu przekonać, spacerując którąś z eleganckich, centralnych alei. Najlepiej niech to będzie Esplanadi, która początek bierze od targu rybnego. Pamiętajmy jednak byśmy płynąc do Helsinek, raczej nie korzystali z linii Tallink. Jako jedyna ma ona bowiem swój terminal pasażerski daleko od centrum. Estoński Kraków, gdzie studiował Dyzma Wycieczka do Helsinek to oczywiście jednodniowy wypad nawet bez samochodu. Do swojego automobila wsiadamy znów dopiero przed wyjazdem z Tallina. Teraz najlepiej pojechać drogą w kierunku Tartu. To uniwersytecka stolica Estonii. W mieście tym, jeszcze pod starą nazwą Dorpat, studiowało szczególnie w wieku XIX wielu Polaków. Ten uniwersytet miał także skończyć (przynajmniej tak mówił) niejaki Nikodem Dyzma. Miasto, choć sporo mniejsze od Krakowa (mieszka tu nie więcej jak 150 000 mieszkańców), ma w sobie coś z atmosfery naszej jagiellońskiej stolicy. Z Tartu droga wiedzie znów na południe. Granicę z Łotwą najlepiej przekroczyć w Valdze. To miasto rozpościera się po obydwu stronach granicy. Bywa nawet tak, że jedna strona ulicy jest estońska, a druga łotewska. Potem jedziemy drogą w kierunku Rygi. Na Łotwie bowiem większość dróg rozmieszczona jest koncentrycznie z centrum w stolicy. Przed samą Rygą skręcamy na Kowno. W miasteczku Bauska robimy ostatnie zakupy po łotewskiej stronie i zaraz wjeżdżamy na Litwę. W Poniewieżu (Panevezys) skręcamy na autostradę wiodącą aż do samego Wilna. Rychło (jakieś 100 kilometrów od Wilna) na częstotliwości usłyszymy język polski. To wiadomy znak, że znajdujemy się w strefie wpływów radia „Znad Wilii”. Wilno, Troki, Druskienniki, czyli czujemy się jak w domu Wilna zaś naszym czytelnikom przedstawiać nie trzeba. Wszak to jedna z przedwojennych, kulturalnych stolic naszego kraju. Do tej pory bez trudności porozumiewamy się tu po polsku. W samym mieście oczywiście należy zobaczyć Stare Miasto z Ostrą Bramą, przejść się po reprezentacyjnej ulicy Gedymina (przed wojną Mickiewicza) i odwiedzić cmentarz na Rossie - jedną z polskich narodowych nekropolii. Warto także spojrzeć na miasto z wysoka. Najlepiej to uczynić wjeżdżając na taras widokowy wieży telewizyjnej, bardzo podobnej do tej z Tallina. Niecałe dwadzieścia kilometrów od Wilna znajdują się urokliwe Troki ze wspaniałym zamkiem na wyspie. Nieco zaś ponad 100 kilometrów od stolicy Litwy są sanatoryjne Druskienniki. Potem już tylko przejście graniczne w Lazdijaj (po polsku Łoździeje) i mamy raptem niecałe 400 kilometrów do Warszawy. Trasa naszej wycieczki to niecałe 3000 kilometrów. Warto się na nią udać w całości lub nawet we fragmentach. Pamiętajmy, że na północ od nas są kraje, których często nie znamy. Nie wierzmy w to, że to strony niebezpieczne. Nie jest tam bardziej niebezpiecznie niż w Polsce, a wszędzie działają te same standardy ubezpieczeniowe. Ceny bardzo podobne do naszych. Jeśli mamy jakiekolwiek kłopoty, możemy z pełnym zaufaniem zwrócić się do policjanta o pomoc. Nie warto także wcześniej rezerwować hoteli. Wszędzie bowiem baza noclegowa jest bardzo rozwinięta. Możemy tam znaleźć miejsca na każdą kieszeń. Nie musimy także brać ze sobą jakiejkolwiek gotówki. Wystarczą ogólnie stosowane karty płatnicze. A teraz - w drogę!

stolica z ostrą bramą